Nie będzie tu recenzji, ale raczej opis wrażeń, jakie wiążą się z przeczytanymi książkami. Ku pamięci. Mojej pamięci.
RSS
czwartek, 31 lipca 2008
Miejskie czytanie

W ramach wyzwania "Miejskie czytanie" zdecydowałam się na następujące pozycje:

Istambuł – „Nazywam się czerwień” O. Pamuk

Kabul – „Chłopiec z latawcem” K. Hosseini

Kair – „Kair, historia pewnej kamienicy” A. Aswany

Wiedeń – „Pianistka” E. Jelinek

A na spacery z psem puszczę sobie w uszy „Zbrodnię i karę” na mp3 w ramach odwiedzenia St. Petersburga.

wtorek, 29 lipca 2008
Mark Crick „Zupa Franza Kafki”
Jak mówi podtytuł, jest to „historia literatury światowej w 14 przepisach kulinarnych”. Nie, żebym uwielbiała gotować. Rzekłabym – wprost przeciwnie. Ale wydawało mi się, że lektura może być dość zabawna. I nie myliłam się.

Pan Crick naśladując styl i manierę uznanych pisarzy podaje przepisy na różne potrawy – te łatwe do przyrządzenia, jak i takie, które wymagają większej iskry bożej. Do kuchni zagania Chandlera, Austin, Kafkę, Welsha, Prousta, Marqueza, Steinbecka, Sade’a, Woolf, Homera, Greena, Borgesa, Pintera, Chaucera. Oczywiście najbardziej smakowicie brzmią te przepisy, których autorów znam. Muszę przyznać, że przy sześciu wcale się nie bawiłam. Może gdy z czasem raczę uzupełnić braki, wrócę do tych króciutkich opowiadań.

A które dania najbardziej polecam?

Zdecydowanie „Szybką zupą miso a la Franz Kafka” - za klimat jak z koszmaru: K. jest tylko w koszuli i kalesonach, a zjawiają się u niego ludzie, którzy mogą być jego przełożonymi albo podwładnymi, chcącymi wywrzeć na nim dobre wrażenie, a może mogą wpłynąć na jego sprawę?; za stan zagrożenia i podejrzliwości; za to, że „jeśli człowiek nie pilnuje się cały czas, tego rodzaju rzeczy mogą mu się przytrafić”.

Poza tym „Luzowane kurczęta z nadzieniem a la markiz de Sade” – za obsceniczne przyglądanie się „białym, umięśnionym kurczakom, ułożonym piersiami do góry”, którym należą się klapsy; za biedne dziewczątko, które musi patrzeć na coś, co zapewne „ojciec robił [...] wiele razy, ale nigdy na [jej] oczach”; za to, że zbrodnia nie doczekała się kary, a cnota nie została wynagrodzona, chyba że w niebie.

Co jeszcze... „Jajka z estragonem a la Jane Austen” – za to, że zwykłe jajka mają „szanse na powszechne uznanie”; za „deliberowanie nad wyższością herbaty nad kawą”; za to, że nawet obyta w świecie lady Cumberland „zmuszona była uznać danie za całkiem znośne”.

Wprawdzie Chandlera nie czytałam, niemniej ten typ bohater jest powszechnie znany. Najlepiej przeczytać komuś na głos „Jagnię w sosie koperkowym”, modulując głos na znudzonego twardziela. Krojenie cebuli nigdy już nie będzie takie samo. Ani marchewka pocięta w patyczki... „i żaden się nie ruszał”. :)

A może zabiorę książkę do kuchni?
piątek, 25 lipca 2008
Haruki Murakami „Kafka nad morzem”
Za każdym razem, gdy byłam w księgarni, rzucały mi się w oczy książki Murakamiego. Przy kolejnych wizytach pojawiało się coraz więcej tytułów. Gdy czytałam blogi książkowe, coraz częściej spotykałam się z tym nazwiskiem. W końcu postanowiłam sprawdzić, o co tyle szumu. Kupiłam „Kafkę nad morzem”, bo uwielbiam Franza K. i pomyślałam, że nie może być złym człowiekiem ktoś, kto na drugim końcu świata o nim słyszał i umieścił jego nazwisko w tytule. Tak, tak, wiedziałam, że książka ta raczej ma niewiele wspólnego z F.K., ale w końcu jakieś kryterium musiałam obrać, aby zdecydować się na jakiś tytuł. ;)

Książka odleżała na półce jakieś pół roku, aż w końcu nadszedł na nią czas. Przyznam, że nie wiązałam z jej lekturą jakichś większych nadziei. Spotkałam się z bardzo pochlebnymi, jak i bardzo niepochlebnymi recenzjami i stawiałam na to, że raczej mi się nie spodoba. Ale cóż, trzeba było wyrobić sobie własne zdanie.

„Kafka nad morzem” to opowieść o piętnastolatku, który ucieka przed klątwą rzuconą przez ojca. Ale ucieka po to, by ją spełnić. Wie, że przeznaczone jest mu zabicie ojca, przespanie się z matką i siostrą. W napotkanych kobietach doszukuje się twarzy bliskich, których nie pamięta, a właściwie nie zna. Każda młoda kobieta może być jego siostrą. Trochę się tego lęka i bardzo tego pragnie. Trafia do prywatnej biblioteki, w której może mieszkać (czyż nie jest to opis raju dla książkowych maniaków?). Ukrywa się chatce w pobliżu przerażającego i tajemniczego lasu, w którym ludzie giną bez wieści. Wejście do niego to swoista inicjacja. Decyzja, czy z niego wyjść – to świadomy wybór pomiędzy życiem a śmiercią. Czy my mamy okazję zastanowić się nad tym, czy NAPRAWDĘ chcemy żyć? Czy żyjemy z przyzwyczajenia? Pozazdrościłam mu świadomości.

Równolegle do opowieści o Kafce Tamura rozgrywa się historia pana Nakaty – dziadka, który zapomniał, jak się czyta i pisze, który potrafi rozmawiać z kotami i umie sprowadzić deszcz pijawek. Żyje w prosty sposób, nie kłopocze się czymś, na co nie ma wpływu, poddaje się przeznaczeniu. Taki trochę człowiek naturalny Rousseau albo głupek wioskowy. Dobry. A że musiał zabić człowieka? Tak naprawdę to nie on zabił, użyczył tylko własnych rąk.

Zawsze, gdy Murakami porzucał Kafkę, by opisać dalsze koleje losu pana Nakaty, byłam rozczarowana, że muszę opuścić chłopca. Zawsze, gdy porzucał pana Nakatę, byłam rozczarowana, że pozostawiam poczciwego dziadka. Nie wiem, który wątek bardziej mi się podobał.

Gdy zbliżałam się do końca książki, było mi naprawdę smutno, że porzucam ten magiczny świat. Pobiegłam do księgarni... Był tylko „Kafka” i opowiadania „Ślepa wierzba i śpiąca kobieta”... Ech, trzeba się wybrać do Empiku.

Cytat: „Kiedy dotarliśmy na miejsce, kilkorgu dzieciom już w pewnym stopniu wróciła świadomość i powstawały. [...] Powiedziałem, że powstawały, ale jeszcze nie całkiem przyszły do siebie, więc podnosiły się niepewnie, na czworakach, podpierały się rękami. Pozostałe leżały dalej na ziemi. Ale kilkoro innych zaczęło odzyskiwać przytomność, obracały się niemrawo, poruszały jak wielkie owady. To był niezwykły widok. Polanka w lesie, dziwnie płaska, jakby wycięta wśród drzew i jasno oświetlona jesiennym słońcem. Na niej leży bezładnie szesnaścioro dzieci. Niektóre się poruszały, inne leżały nieruchomo. Wyglądało to zupełnie jak scena z jakiejś awangardowej sztuki”.

Albo scena z jakiegoś dobrego japońskiego horroru. ;)