Nie będzie tu recenzji, ale raczej opis wrażeń, jakie wiążą się z przeczytanymi książkami. Ku pamięci. Mojej pamięci.
Blog > Komentarze do wpisu
„Dom z papieru” Carlos Maria Dominquez

Niewielka książeczka, ładnie wydana, ciekawy tytuł i na okładce „Księgarz” Arcimboldiego - suma tego wszystkiego wpłynęła na to, że wypożyczyłam książkę z biblioteki. Stwierdziłam, że nawet jeśli będzie to pozycja niewiele warta, to nie stracę zbyt wiele ze swego życia.

Dom z papieru

„Wiosną  1998 roku Bluma Lennon kupiła w pewnej księgarni w Soho używany egzemplarz Poezji Emily Dickinson i kiedy doszła do drugiego wiersza, na skrzyżowaniu potrącił ją samochód.

Książki zmieniają los ludzi. Niektórzy przeczytali Tygrysa Malajów i zostali profesorami literatury na odległych uniwersytetach. Siddhartha przywiódł do buddyzmu dziesiątki tysięcy młodych ludzi, Hemingway przekształcił ich w sportowców, Dumas pogmatwał życie niezliczonym kobietom, a niejedną z nich uratowały od samobójstwa książki kucharskie. Bluma stała się ofiarą książek”.

To był bardzo obiecujący początek.

Dalej pojawia się zagadka - na biurko profesora zastępującego Blumę tafia adresowana do niej przesyłka, na której nie ma nadawcy, a za to są znaczki z odległego Urugwaju. W środku znajduje się powalana cementem Smuga cienia Conrada, a wewnątrz dedykacja skreślona ręką zmarłej. Ktoś odesłał ofiarowany mu prezent. Wówczas pojawia się pomysł, by odnaleźć nadawcę. Podczas poszukiwań profesor trafia na bibliofila, który zbiera tylko cenne egzemplarze i na szaleńca, który nie potrafi rozstać się z żadną książką.

Bardzo miła, niespieszna lektura. Przez swe skromne rozmiary zmuszała mnie do tego, by czytać ją powoli i delektować się historią. Opisy zbiorów przypominały mi inną książkę - nieco bardziej „przygodową” - również z kręgu hispanojęzycznego „Klub Dumasa” Arturo Pereza-Revertego. (Cholera, właśnie sobie uświadomiłam, że ta książka nie wróciła do mnie po pożyczeniu, grrrr, grrr).

Czytając „Dom z papieru” nie mogłam przestać myśleć o swoich książkach, które zdecydowanie pochłaniają moją przestrzeń życiową. Zawsze obiecuję sobie, że przez najbliższy miesiąc niczego nie kupię. Po to właśnie zapisałam się do biblioteki. I co z tego? Zawsze coś przytaszczę, a potem jestem zła na siebie. Z powodu zbyt licznych zakupów księgarskich często zdarza się tak, że gdzieś położę nową pozycję, bo czytam coś innego, potem zapomnę i po kilku miesiącach mam niespodziankę. Przed chwilą odkryłam zapomniany „Gulasz z trula” Krzysztofa Vargi. Jestem beznadziejna. Choć z drugiej strony cieszę się, że dzięki dwóm wizytom w bibliotece zaoszczędziłam ok. 15 cm na półce. ;) Czy przeliczanie książek na metry to już barbarzyństwo? :)

czwartek, 03 grudnia 2009, vmr

Polecane wpisy

Komentarze
lilithin
2009/12/04 20:49:10
"Dom z papieru" też mi się podobał :) I też chciałabym znaleźć gdzieś u siebie "Gulasz z turula". Nawet bardzo!