Nie będzie tu recenzji, ale raczej opis wrażeń, jakie wiążą się z przeczytanymi książkami. Ku pamięci. Mojej pamięci.
Blog > Komentarze do wpisu
„Perkalowy dybuk” Konrad T. Lewandowski

Swego czasu, przy okazji jednego z kryminałów Krajewskiego z cyklu Breslau, napisałam, że z ogromną chęcią przeczytałabym podobną książkę o Łodzi. I krążąc po księgarni trafiłam na „Perkalowego dybuka”. Już sam tytuł brzmiał zachęcająco - bo dybuk to wyraźne odwołanie do kultury żydowskiej, która stanowi część historii mojego miasta. A gdy przeczytałam podtytuł: „Demoniczna sprawa nadkomisarza Drwęckiego w przedwojennej Łodzi” i zobaczyłam zdjęcie dawnej fabryki Poznańskiego, nie miałam wątpliwości. Kupiłam.

Perkalowy dybuk

O co chodzi:

Najpierw rzecz się dzieje w Warszawie - dochodzi do jatki na Krochmalnej. Warszawski policjant bez porozumienia ze zwierzchnikami (i też bez zabezpieczenia tyłów) postanawia rozprawić się z suterenami i całym szemranym towarzystwem. A w związku z tym, że nadkomisarz Drwęcki nic nie wie o akcji i musi tuszować sprawę przed dziennikarzami, postanawia ukarać Księżyka za niesubordynację... zesłaniem do Łodzi.

W międzyczasie zabito młodą dziewczynę lekkich obyczajów. Zdarza się. Problem w tym, że jej zwłoki znaleziono tuż za murem klasztoru. Męskiego, oczywiście. Drugi problem jest taki, że podejrzany o morderstwo braciszek postanowił własnoręcznie pożegnać się z tym łez padołem. A jako że mamy czasy moralnej odnowy i rządów sanacji, panuje atmosfera na wskroś katolicka, co nie pozwala jednemu z policjantów na dokładne przyjrzenie się sprawie. No bo jakżeż to? Podnosić rękę na Kościół? (Czuć ciut duszną atmosferę podobną do tej z felietonów Boya-Żeleńskiego - oczywiście w wersji light).

Później akcja przenosi się do Łodzi - miasta fabrykanckiego, nieskanalizowanego, szarego, brudnego, skorumpowanego. Miasta, w którym mieszają się cztery narodowości - w książce właściwie widać tylko Polaków i Żydów. Miasta, którym rządzi Ślepy Maks - Maks Bornstein (dla ciekawych kilka słów na jego temat znajduje się tutaj, początek na wysokości mniej więcej 1/3 strony)

I tu akcja się zagęszcza, bo oprócz rzeczywistych rzezimieszków, prawdziwych kieszonkowców i rozpieczonych dzieciaków fabrykantów, mamy też demoniczną Lilith, coś na kształt perkalowego dybuka i bezdusznego golema - cały żydowski folklor.

Zacznę od zalet, bo po wymienieniu wad ciśnienie może mi się podnieść i nie będę w stanie spojrzeć na książkę choć trochę obiektywnie. ;)

Na plus:

- jak na moje oko Lewandowski dość wiernie odmalował klimat polityczno-obyczajowy w okresie międzywojennym z tym wyśmianym przez Boya polskim katolicyzmem (nie było tego zbyt dużo - ale wystarczająco, by uatrakcyjnić lekką przecież książkę)

- nienachalnie wmieszał w intrygę znane nazwiska (choćby Tuwim, czy wspominany z uwielbieniem przez Frau Pasztelan prezes Hitler)

- wykazał się znajomością przedwojennej Warszawy i Łodzi (miło było kojarzyć, gdzie mniej więcej rozgrywała się akcja)

- naprawdę dobrze pokazał kulturę żydowską owych czasów, łącznie z niechęcią Polaków do tej nacji

I minusy:

- mamy kulturalną Warszawę z achami i ochami, ą, ę oraz wstrętną i beznadziejną Łódź

- w Warszawie mordercy są bardziej honorowi niż ich koledzy po fachu z Łodzi

- w Warszawie karierowiczostwo i korupcja znajdują jakieś tam usprawiedliwienie, w Łodzi... pewnie nie zaskoczę... w Łodzi są najohydniejszą zbrodnią

- w Warszawie znajdziemy sporo pozytywnych postaci, w Łodzi mamy tylko jednego bohatera pozytywnego - policjanta  Froima Breslauera, ale i żeby to nie było zbyt wiele, Froim jest spod Poznania, taaaa...

- a Tuwim? Czy Tuwim nie jest pozytywną postacią Łodzi. Otóż, moi mili państwo, nie jest. Bo siedzi w Warszawie i przynależy do stolicy. Wprawdzie to z jego ust padają jedyne miłe słowa pod adresem Łodzi, ale szybciutko znajduje się na to usprawiedliwienie: to nostalgia za dzieciństwem.

Pewnie gdybym nie miała z Łodzią nic wspólnego, „Perkalowy dybuk” bardzo by mi się spodobał. Ale jako że jestem z Łodzi i kocham moje miasto, które, odkąd pamiętam, jest wyśmiewane i wyszydzane, nie jestem w stanie do końca zachwycić się tą książką. I tak jak pan Lewandowski wraz ze swoimi bohaterami ma prawo powiedzieć po wyjeździe z Łodzi: „Dobrze jest znów wrócić na świat boży [...]. To miasto Łódź to jednak nie dla nas, warszawiaków”, tak i ja mam prawo podejść emocjonalnie do tego kryminału i powiedzieć: „Dobrze, że juz nie nurzam się w wiadrach pomyj wylanych na moje miasto. To jednak nie jest książka dla prawdziwych łodzian”. ;)

I żeby nie było... wcale nie uważam Łodzi za perłę środkowej Europy. Ale też nie sądzę, by była jej kloaką.

Chcąc nie chcąc, porównania z Krajewskim i Breslau same się nasuwają. I niemiecki Wrocław, i czterokulturowa Łódź nie są tymi miastami, które znamy dzisiaj. I tam, i tu autorzy pokazują mało chlubny obraz tych miast. Czytając cykl o komisarzu Mocku widać, że Krajewski kocha to miasto pomimo jego wad. A tutaj? Tutaj autor też kocha SWOJE miasto. Szkoda, że nie jest nim Łódź.

 

Czyli co? Nadal czekam na fajną książkę o przedwojennej Łodzi w stylu Breslau. A taką miałam nadzieję, że zadziałała zasada „chcesz i masz”. ;)

 

czwartek, 15 października 2009, vmr

Polecane wpisy

Komentarze
suriyawong
2009/10/30 11:55:27
I ja też czekam. Wczoraj kupiłem "Perkalowy dybuk" właśnie przez okładkę, zacząłem czytać i póki co jestem pewien, że nie będę zachwycony.
-
bolek.03
2009/11/27 11:02:04
Witam,
Chciałem zaproponować Pani udział w pewnym przedsięwzięciu związanym z premierą polskiego przekładu amerykańskiego bestsellera. Jeśli jest Pani zainteresowana, proszę o kontakt: studios@fr.pl
-
vmr
2009/12/03 23:09:39
Suriyawong, mój dziadek mawiał: "Jeśli chcesz, żeby coś był zrobione dobrze, zrób to sam". :) Może trzeba po prostu usiąść i napisać jakąś dobrą książkę o Łodzi. ;) Ktoś chętny?
-
mandzuria23
2010/07/09 00:22:10
Ha, pięknie to ujęłaś Łodzianko :D Książki nie czytałam i czytać nie zamierzam, ale dobrze, że ktoś napisał kilka słów w obronie naszego miasta, które może nie jest zbyt... hm, dość powiedzieć, że mój lokalny patriotyzm nierzadko jest wystawiany na ciężkie próby, to jednak nie jest Łódź taka zupełnie beznadziejna, brzydka i do niczego. Pozdrawiam :)