Nie będzie tu recenzji, ale raczej opis wrażeń, jakie wiążą się z przeczytanymi książkami. Ku pamięci. Mojej pamięci.
Blog > Komentarze do wpisu
„Malowany welon” W. Somerset Maugham

Czasami zdarza się, że sięgam po daną książkę z zupełnie nieracjonalnych powodów. I tak „Malowany welon” wzięłam do ręki tylko dlatego, że kiedyś zobaczyłam, że jeden z fajniejszych aktorów (Edward Norton) wziął udział w jej ekranizacji. Filmu ostatecznie nie obejrzałam, ale gdzieś tam w głowie tłukła mi się myśl, że na pewno będzie to świetna, a przynajmniej dobra książka.

 Malowany welon

Na początku mamy trzy osoby dramatu: dość płytką Kitty, jej solidnego i w jej oczach nudnawego męża Waltera oraz jej kochanka Charlesa (którego imię raz pisane jest jako Charles, a w następnej linijce jako Karol, by za chwilę znów przeistoczyć się w Charlesa - denerwujące). Akcja rozgrywa się w latach 20. XX wieku w Chinach, dokąd udał się wraz z żoną bakteriolog, który przy okazji chce zbawić świat. Powieść zaczyna się od trzęsienia ziemi, czyli od domniemanego przyłapania niewiernej żony na zdradzie. Kitty martwi się, że w niesławie będzie musiała opuścić męża, by połączyć się z ukochanym, a Charles z kolei zastanawia się, jak załagodzić sprawę. Czyli od razu wiadomo, że kochankowi raczej nie po drodze z kochanką. A zdradzany mąż ma iście diabelski plan... hm... nie, na „diaboliczność” go nie stać - jest zbyt porządny, choć bardzo stanowczy. Po prostu stawia warunki swej żonie, wiedząc z góry, jak cała sprawa się zakończy. 

Niby fajnie, niby egzotycznie, niby interesująco się zaczyna, ale po drodze zastanawiałam się, czy Maugham doprowadzi do „nawrócenia” się Kitty i szczęśliwego zakończenia, czy może jednak wymyśli jakiegoś mało prawdopodobnego fikołka. I wymyślił fikołka, całkiem nawet realnego, no ale to, co odwaliła Kitty pod koniec książki, wywołało we mnie spory niesmak. Wplątywanie Boga w romansidło to chyba nie jest najlepszy pomysł. 

Ogólnie mówiąc żałuję, że w tym czasie nie sięgnęłam po coś ciekawszego.

poniedziałek, 12 października 2009, vmr

Polecane wpisy

Komentarze
net.a.a
2009/10/13 18:47:40
No to film chyba lepszy od książki - ja tylko oglądałam dla odmiany ;) Może się jeszcze skusisz? Jeśli nie dla fabuły, to ze względu na piękne zdjęcia na przykład.
Pozdrawiam :)
-
vmr
2009/10/13 23:39:50
Dziwne jest to, że po średniej, moim zdaniem, książce, naprawdę mam wielką chęć zobaczyć film. Liczę na to, że będzie "namalowany". Gdy tylko będę miała okazję, zobaczę.
Pozdrawiam również. :)