Nie będzie tu recenzji, ale raczej opis wrażeń, jakie wiążą się z przeczytanymi książkami. Ku pamięci. Mojej pamięci.
Blog > Komentarze do wpisu
„Biała lwica” Henning Mankell

Oj, spodobała mi się „Biała lwica”, spodobała. Lubię łączyć przyjemne z pożytecznym i podczas lektury niezobowiązująco zdobywać informacje. Bo znów okazało się, że o Afryce Południowej mam dość mizerną wiedzę. Wstyd, kobieto, wstyd!

 Biała lwica

Historia rozpoczyna się w 1918 roku, kiedy młodzi i gniewni Burowie przysięgają sobie, że prędzej zginą, niż dopuszczą do tego, by czarni mieszkańcy RPA w jakikolwiek sposób mieli nad nimi przewagę. Ich wpływy gospodarcze i polityczne wzrastają. Segregacja rasowa ma się bardzo dobrze. Pięćdziesiąt lat później tajne Bractwo obchodzi rocznicę swego istnienia (też ma się dobrze), ale już  w 1990 r. z więzienia wychodzi symbol walki o równość wszystkich mieszkańców tego kraju - Nelson Mandela.  

A w 1992 roku w Skanii od strzału w czoło ginie kobieta - zadowolona dotąd z życia pośredniczka handlu nieruchomościami, metodystka, matka i żona. Żeby było ciekawiej/trudniej na miejscu zbrodni policjanci odnajdują palec czarnego mężczyzny. 

Akcja rozgrywa się dwutorowo: w RPA i Szwecji. W Afryce czytelnik widzi obcy świat, w którym Burowie gardzą Murzynami i liberalnymi Anglikami, czarnoskórzy gardzą białymi i ich się boją, zaś nikogo nie boją się ci, którzy mają pieniądze i władzę - jak wszędzie. W Szwecji mamy uporządkowany z pozoru świat, w którym jednak świetnie odnajdują się byli funkcjonariusze KGB wykorzystujący swoistą naiwność systemu szwedzkiego (przyznawanie obywatelstwa, brak dociekliwości urzędników) oraz przestrzeń.  

Plusy dla Mankella: 

- pokazanie odcieni szarości w biało-czarnym konflikcie w RPA. Obawiałam się, że Mankell będzie oskarżał tylko jedną stronę - tę, która ma władzę i może realnie coś zmienić. Bo tak byłoby najłatwiej: z ofiar systemu zrobić niewiniątka. Ale nie.  

- choć to tylko(?) kryminał, świetnie pokazuje sferę polityczną. Ciekawie się to czyta z perspektywy 16 lat, które minęły od czasu powstania tej książki, kiedy to zaszły spore zmiany w RPA (hm... warto zainteresować się, czy owe zmiany naprawdę przekładają się na życie zwyczajnego człowieka - sprawdzić!). 

- w poprzednich dwóch czytanych przeze mnie książkach („Zapora” i „Człowiek, który się uśmiechał”) nieco irytowało mnie u Wallandera to jego poleganie na intuicji. W „Białej lwicy” wszystkie momenty, gdy coś mu się „wydawało”, miało swoje logiczne uzasadnienie. Ciekawe, czy przy poprzednich książkach to ja byłam nieuważna, czy może bohater się zmienia (tak, wiem, że nie czytam chronologicznie)? 

- już wiem, co lubię w komisarzu! A właściwie w tym, jak Manekell go opisuje. Zwykle główny bohater kryminałów nie ma życia osobistego - a jeśli już, to jakieś szczątkowe, jakaś kobieta, żeby miał do kogo wrócić, jakiś kot, by ukazać jego samotność. Wallander nie tylko ma swoją pracę - ma też bliskich, którzy również domagają się jego uwagi: jest niby nieabsorbująca córka, ale bohater ma wyrzuty sumienia, że nie poświęca jej czasu, jest irytujący i trudny ojciec, którego czy się chce, czy nie, należy czasami odwiedzić. Te drobiazgi pozwalają uwierzyć, że Kurt Wallander może istnieć.  

To był inny Mankell.

środa, 09 września 2009, vmr

Polecane wpisy

Komentarze
kaliope1
2009/09/09 10:52:35
Czyli dobrze czułam, że to będą dobre kryminały:)
Mam zamiar zebrać serię:)
-
vmr
2009/09/09 13:23:14
Kupiłam jeszcze "Aleję samobójców" Czubaja/Krajewskiego i "Zabójcę mimo woli" Marininy, ale jeszcze nie sięgnęłam po nie. Zobaczymy. :)
-
judytta
2009/09/10 13:10:57
Mnie również się podobała choć miałam obawy z racji że z każdej strony słyszałam iż jest to słaba pozycj z Mankella ale się nie rozczarowałam.
-
zosik
2009/09/11 10:42:02
Mnie akurat "Biała lwica" specjalnie nie przypadła do gustu... Wolę inne Mankelly :]
-
vmr
2009/09/12 00:11:51
Judytto, miło tak się nie rozczarować, prawda? :) Dlatego zawsze boję się pisać, że ach i och, bo później ktoś się nastawi pozytywnie, a tu przykra niespodzianka. ;)

Zosiku, "Biała lwica" pokazała mi, że Mankell może mnie znów zaskoczyć (nie żebym była jakąś znawczynią, bo to dopiero trzecia pozycja, jaką przeczytałam - ale znów było inaczej). :)